Zenona Windaka spojrzenie w ponowoczesność.

 

„Obiekty powstałe na zasadzie improwizacji odznaczają się, o

paradoksie, największą czytelnością, realnością, klarownością

działania plastycznego.” Zenon Windak

Improwizacja to działanie spontaniczne, specyficzny akt twórczy, realizowanie spójnego stylistycznie dzieła, w którym pozornie brak miejsca na kalkulację, chłodne przewidywanie, w którym liczy się głównie emocja, podświadomość i oryginalność, niepowtarzalność, jedyność samego aktu kreacji.

Improwizacja to także radość tworzenia, prowokująca intuicyjny odbiór dzieła, fascynującego świeżością i potrzebą doświadczenia przygody. To także możliwość wniknięcia w nadrealne, podświadome światy, skonstruowane na bazie przypadku, z inspiracji groteskowym, niekiedy zabawnym doświadczeniem jakim bywa spojrzenie z innej, nowej perspektywy na to co oczywiste, zaakceptowane, uznane.

Improwizacja w malarstwie odkrywa nowe znaczenia i sensy, nie niesie w sobie przypadkowości, nie prowadzi ku nieposkromionej ekspresji lub do nieokiełznanego chaosu. Dzieło sztuki nie powstaje bowiem w jednorazowym akcie iluminacji, olśnienia, ale bez spontaniczności, bez emocji malarstwo staje się efektem chłodnej kalkulacji, a obraz - wyrozumowanym konstruktem, zimną, obcą, nieprzyjazną strukturą.

Inspiracją dla prac Zenona Windaka okazuje się improwizacja i światło, zerwanie z myśleniem konwencjonalnym, z formalizmem i stereotypami. Widz ulega tu przewrotnej, prowokacyjnej grze, której reguły wyznacza wejście w świat wyobrażeń artysty, pozornie oswojony i znany, tak jak pozornie bliska wydaje się rzeczywistość temu, komu przyszło w niej żyć.

I tak surrealny „Pejzaż słowikowski” zadziwia na pierwszy rzut oka, zastygłymi w martwym, ostrym świetle, zawieszonymi między dwiema smugami pastelowej, przechodzącej w błękity zieleni – ułożonymi warstwowo formami, imitującymi geometryczne, rozmigotane ślady ingerencji człowieka w dotknięte piętnem niezgłębionej tajemnicy – harmonijne trwanie przyrody. Ta pozornie jakże uporządkowana, uładzona przestrzeń, pokazana z wielkiego oddalenia, z kosmicznej niemal perspektywy uświadamia nam brak owej sztucznej granicy, jaką uwielbia krytyka, dramaturgicznego spięcia, opozycji między kulturą, naturą i cywilizacją.

W pracach Zenona Windaka wszystko dzieje się symultanicznie, staje się w obecności i „na oczach widza”, migocze płasko kładzionymi, po formie plamami intensywnego koloru, skrzy się refleksami światła cyberprzestrzeni. To era ponowoczesna, w której nie liczą się uczucia, wartości i normy, w której człowiek doświadcza przejmującej samotności w świecie wypełnionym absurdalnymi przedmiotami, których wirtualna obecność zastępuje kontakt z drugim człowiekiem, sens istnienia.

W kompozycji zatytułowanej „Mumia” postać człowieka zredukowana zostaje do upiornego torsu, do otulonej nasyconą czerwienią, statycznej, monumentalnej bryły, mumii skazanej na pomnik. Gdzieś w dole, w mikroskali, zatomizowane, oderwane od przypisanych im znaczeń i sensów wiodą swój niepojęty, niezależny byt – przedmioty, nie budzące żadnych skojarzeń z tym co realne, znajome.

Podobny nastrój odnaleźć można w kompozycji „Bliźniacy”, gdzie postać ludzka została sprowadzona do zunifikowanej, geometrycznej bryły, do formy dziwacznego golema, mutanta, obrosłego skrawkami materii, odrastającej i odbudowującej po wielekroć siebie samą, materii obdarzonej atrybutem ruchu i światła. Człowiek uwikłany w ponowoczesność wydaje się być pozbawiony osobowości, rozczłonkowany, rozbity, zatomizowany. Współczesny człowiek kolekcjonuje przedmioty i wrażenia, nieprzydatne, wielobarwne byty, tworzy zmienne, nietrwałe konstrukcje, w których z determinacją, w poczuciu własnej nietrwałości i paradoksalności swych gestów – pozostawia wyraziste i równocześnie absurdalne ślady, dążąc zarówno do kreacji jak i do auto- destrukcji, samozniszczenia.

W tej sytuacji jedyną prawdą o człowieku okazuje śmierć i być może właśnie dlatego w pracach Zenona Windaka powraca motyw, fascynującego ludzkość od wieków – średniowiecznego Danse Macabre. To właśnie owo „oko w oko” ze śmiercią obnaża, odkrywa, demaskuje umowność konsumpcyjnego, poddanego procesom globalizacji świata, w którym (jak zastrzega Zygmunt Bauman, analizując status człowieka ponowoczesnego) dominują powidoki idei i prawd, iluzje realności i nawet czas ulega zafałszowaniu, dając szansę na doświadczanie wirtualnych, ułudnych przestrzeni. Tak, więc ponowoczesna tożsamość wydaje się wielce niepewna – pewna jest tylko śmierć i ona to przywraca nam zapomniany język człowieczeństwa.

W tryptykach autorstwa Windaka dominuje uroczysta czerń, wydłużone, pokazane horyzontalnie postacie w bieli wydają się płaskie, efemeryczne, niemal bezcielesne. Śmierć czyni je archetypem człowieka, częścią hieroglificznego zapisu, nieczytelnym znakiem, symbolem minionego bytu, nieznanej cywilizacji, kultury. One to pozostaną zapisem w podziemnych korytarzach, w malowanych warstwach, odsłaniającej swe wnętrze ziemi, one także powrócą wizerunkami wojowników, zatrzymanych w jakim pierwotnym, magicznym tańcu. One to wreszcie przypomną nam o umowności naszego świata, kruchości naszego bytu, który przeżyją symbole.

M. Dorna